Czy PR jest kulturze koniecznie potrzebny? (rozwiązanie trudności)
Na czym to skończyliśmy?
Na zdaniu „Masz coś ważnego do powiedzenia, zrób wszystko co potrzebne, żeby inni mogli to usłyszeć.” Tak w skrócie brzmi uzasadnienie potrzeby, a nawet powinności, stosowania public relations w kulturze/sztuce.
Pora przejść do rozwiązania trudności, których wstępny katalog pojawił się przy okazji postawienia problemu. Nie będę ich omawiał punkt po punkcie, jak tego wymaga rygorystyczna forma quaestiones disputatae. Pamiętajcie, że to szkic, a nie wyczerpujące omówienie tematu.
Mam wrażenie, że większość zastrzeżeń wobec public relations w kulturze bierze się niedostrzegania wagi uprawiania strategicznego PR-u. Takiego, w którym świadomie określamy cele i sposób ich osiągnięcia. Odpowiadamy na pytania: Co chcemy osiągnąć? Jak chcemy to osiągnąć? Jakimi środkami będziemy to osiągać? Środki (narzędzia) wybieramy na końcu, dopasowujemy do celów i przekazu. Nie ma sensu korzystać ze wszystkiego i oddawać się bezrefleksyjnemu naśladownictwu.
Kultura/sztuka potrzebuje specyficznych strategii, specyficznego stylu komunikacji. Jak każda inna branża.
Co zabawne, w kulturze często przyjmowaną strategią wizerunkową jest podkreślanie braku strategii, deklaracja „nie dbam o wizerunek.”
„Ubieram się tak, jak lubię. Czytam, słucham, oglądam to, co lubię. Publikuję to, co sam chciałbym przeczytać. Nie ma w tym żadnego wizerunkowego knucia, nie wynająłem żadnej agencji PR-owej, nie oceniłem „za” i „przeciw”. – mówi Jacek Dehnel. Nie odmawiam mu autentyczności, ale podziwiam konsekwentną politykę kontaktowania się z mediami, stylizacji sesji zdjęciowych itp. Na marginesie, w tej wypowiedzi kryje się założenie, że jeżeli coś jest „PR-owe”, to musi być nieautentyczne.
Co odsyła nas do kolejnego źródła niechęci wobec public relations i marketingu. Przecież marketing sprowadza się do „schlebiania gustom”, działania „pod publiczkę”. Ale czy zawsze polega na prostym „zaspokajaniu potrzeb konsumentów.”? To bardziej skomplikowane, każdy marketer zna na pamięć dwa cytaty:
„Gdybym zapytał klientów, czego chcą, wszyscy byliby zgodni: chcemy szybszych koni.” (Henry Ford)
„Ludzie nie wiedzą, czego chcą, dopóki im tego nie pokażesz.” (Steve Jobs)
Doświadczenie marketerów może się naprawdę przydać w kulturze, przecież bardzo często zależy nam na przekonaniu ludzi do nowych rzeczy.
Na tym kończę – rozłożony na trzy wpisy – szkic o potrzebie public relations (i marketingu) w kulturze. Jeżeli któryś z wątków warto rozwinąć – dajcie znać.
zdjęcie reklamowe Forda-T, rok 1910, autor: Harry Shipler, źródło: Wikimedia Commons
magdanazimno
No, moim zdaniem potrzebne jak cholera. Serio.
Milena Ostrowska
Jako piarowiec pracujący dla kultury widzę, że większość krytyków public relations nie ma pojęcia, co się kryje pod tą anglojęzyczną nazwą.
PR to nie jest ściema, gładka gadka i konferencje prasowe na szczytach drapaczy chmur. PR to jest KOMUNIKACJA z odbiorcą. To jest między innymi odpowiadanie na maile z uwagami, skargami i zażaleniami, informowanie o wydarzeniach różnymi kanałami, zachęcanie nieprzekonanych poprzez dostarczanie dodatkowych informacji, materiałów audio, video.
To jest dbałość o WIZERUNEK, czyli białe koszule bileterów i zamieciona podłoga w szatni. To także doradzanie, jak stanąć frontem do klienta, dlaczego kasa nie może być czynna tylko dwa razy w tygodniu między 11.00 a 12.00 i po co jest sprzedaż internetowa.
Czy coś z tego, co wymieniłam, można uznać za niesłuszne, niepotrzebne albo będące manipulacją?
Sławomir Czarnecki
Jedyne co mogę zrobić, to się w pełni zgodzić. Pozostaje nam, PR-owcom pracującym w kulturze, pracować na rzecz zmiany tego negatywnego wizerunku, chociaż wiem, jakie to trudne.