Czy PR jest kulturze koniecznie potrzebny? (odpowiedź)

Było postawienie problemu, pora na odpowiedź.

Główny argument przeciwko stosowaniu public relations w kulturze odwołuje się do jej wyjątkowości.

Kultura/sztuka (być może) jest wyjątkowa pod względem treści, ale pod względem formy – strukturalnie – posiada cechy wspólne z innymi dziedzinami ludzkiej aktywności.

Dlatego stosują się do niej ogólne zasady public relations, marketingu, zarządzania (rozumianych narzędziowo).

Zwolennicy tezy o wyjątkowości sztuki po prostu zanadto rozciągają tę wyjątkowość na obszary, w których nie jest to prawomocne.

Doprowadzenie do wybudowania mostu, czy napisania aplikacji na smartfona ma podobną dynamikę do doprowadzenia do premiery spektaklu. W każdym z tych przypadków trzeba na przykład radzić sobie z emocjami w zespole, czy przygotować się na, trudne do przewidzenia na początku, trudności w realizacji projektu. Poinformowanie o wejściu na rynek nowej linii pieluszek wymaga podobnych czynności, co poinformowanie o nowej serii wydawniczej. Przekonywanie do zainwestowania w akcje niczym się nie różni od przekonywania do oglądania wystaw sztuki współczesnej. I tak dalej.

Patrząc z drugiej strony, nawet marketing gdzieś tak od końca lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku przestał dotyczyć wyłącznie biznesu i w definicjach marketingu mówi się  również o „procesie planowania i realizacji pomysłów” czy „dystrybucji idei”, nie tylko towarów i usług.

Proste, a jednak trudno mówić o public relations, marketingu, zarządzaniu w kulturze.

Zresztą nie tylko o tym. W książce „Wprowadzenie do ekonomiki kultury i sztuki” Petera Bendixena jest taki fragment: „(…) być może artyści nie mieszczą się w powszedniej  definicji pracy z powodu obrazu geniusza, stworzonego przez artystów i ich otoczenie, który zdążył się już utrwalić w społeczeństwie, (…) obrazu obdarzonej talentem jednostki, która prezentuje większości ludzi sferę dla nich nieosiągalną i wzniosłą. Sferę zabronioną dla ludzi żyjących w trybach codziennej pracy, którą mogą w czasie wolnym naśladować, jednak bez możliwości osiągnięcia jej poziomu.” (s. 92)

Bo skądś teza o wyjątkowości sztuki przecież się wzięła. Bendixen wskazuje na obraz geniusza, chętnie dowiedziałbym się więcej na temat tej i innych przyczyn.  Jeśli wiecie gdzie szukać informacji – podzielcie się proszę wiedzą.

Nawet uczynienie sztuki przedmiotem badań społecznych było problematyczne. Nathalie Heinich w książce o socjologii sztuki pisze, że aby ta dziedzina w ogóle mogła zaistnieć konieczne było „po pierwsze zakwestionowanie autonomiczności strefy artystycznej (sztuka nie należy tylko do dziedziny estetyki), a po drugie oczyszczenie jej ze złudnej idealizacji (sztuka nie jest wartością absolutną)”. (s. 26)

Wracając do głównego tematu, powyżej uzasadniałem nie tyle, że public relations jest potrzebne, co, że „da się zastosować” także w kulturze. Idąc dalej, o potrzebie można przekonywać pragmatycznie, odwołując się do skuteczności działań.

Ale ja chciałbym wzmocnić argumentację na rzecz public relations w kulturze o argument odwołujący się do idei. Żeby PR nie był tylko „potrzebny”, ale „koniecznie potrzebny.” Dlaczego?

Jeżeli kultura/sztuka niesie ze sobą istotny przekaz, który powinien dotrzeć do jak największej liczby ludzi, to public relations jest integralną częścią działalności kulturalnej.

Gdy tak postawimy sprawę, to docieranie z informacją o kulturze jest jednym z czynników zwiększania dostępu do kultury. Podstawowym.

Krótko mówiąc:

Masz coś ważnego do powiedzenia, zrób wszystko co potrzebne, żeby inni mogli to usłyszeć.

O tym, co to znaczy „wszystko co potrzebne” i jak rozwiązuje to większość trudności wskazanych w postawieniu problemu – w następnej części. Pojawi się po kilkudniowej przerwie, a w międzyczasie zapraszam do dyskusji.

 

Tomasz z Akwinu, Suma Teologiczna, wydanie z 1473 roku ze zbiorów biblioteki w Darmstadt