Ucz się od pandy
„Warto uczyć się na błędach” – jedna z tych zasad, którą każdy zna, docenia i nie stosuje. Pochylania się nad porażkami nie ułatwia wszechobecna presja sukcesu. W przypadku własnych błędów analizę utrudnia rozgoryczenie. A jednak warto uczyć się na błędach, własnych i cudzych.
Na przykład zbiórka „PandaLajka – aplikacja dla III sektora” na platformie finansowania społecznościowego Wspieram.to. Co mogło pójść źle? Doświadczeni PR-owcy w zespole, mocny zestaw ambasadorów, profesjonalny film, słuszna sprawa, entuzjazm, infografiki, nowoczesne rozwiązanie dla NGO jako cel zbiórki. Akcja w mediach społecznościowych prowadzona według reguł sztuki. Panda w nazwie i w logo.
Zebrano 10% planowanej kwoty.
Dla mnie główna lekcja z tej nieudanej zbiórki to: nie przeceniać mocy sprawnej komunikacji w mediach społecznościowych, a nawet (trochę drżę pisząc te słowa) nie przeceniać roli public relations.
Wiele można się też nauczyć szukając przyczyn porażki. Rozmawialiśmy o tym na Twitterze.
@MNieweglowski zapytał, czy organizacje pozarządowe faktycznie potrzebują takiego rozwiązania jak PandaLajka. Słusznie – moim zdaniem – jeszcze nie potrzebują. Zbiórka po prostu nie trafiła w swój czas, za wcześnie na taką powszechnie używaną apkę. Wtedy do rozmowy włączył się @atarkowski: może zbiórka się nie udała, bo NGO słabo myślą o komunikacji, nie mają zidentyfikowanych potrzeb.
– Nie mamy tradycji wspierania narzędzi, działania, bo skupiamy się na celach organizacji, widać to po kampaniach 1% – dodała @annajadwiga_o. Wtedy ponownie wspomniałem, że może NGO mają bardziej podstawowe potrzeby niż posiadanie aplikacji do zarządzania komunikacją w mediach społecznościowych.
– Właściwie to temat dla kogoś, kto chciałby zrobić analizę komunikacyjnych potrzeb NGO – westchnął @MNieweglowski. Potem wróciliśmy do szukania przyczyn, @atarkowski zauważył, że tego rodzaju sumy zbierają projekty z bardzo konkretnymi nagrodami, z lekką przesadą można stwierdzić, że Polacy nie crowdfundują dla idei.
W tym momencie do rozmowy włączył się @crowdfunding_pl przypominając, że finansowanie społecznościowe działa między innymi dzięki kombinacji wartości materialnych i emocjonalnych (emocjonalna stopa zwrotu). @atarkowski postawił jeszcze jedną tezę: przyjęło się, że projekty NGO finansuje się z grantów, zespół PandaLajka nie wyjaśnił, dlaczego chce korzystać z crowdfundingu.
– Czemu z grantów? – zdziwił się @maciekmysliwiec – działanie NGO jest lepsze jak się finansuje „przez ludzi i dla ludzi”. @annajadwiga_o gorzko podsumowała – mówiliśmy, że chcemy żeby trzeci sektor wspólnie pomógł sobie w pracy, ale widać nie było to przekonujące.
Tak, właśnie to robię. Przy okazji roztaczam przed Wami uroki Twittera, bo coraz bardziej lubię dyskusje, które się tam odbywają. Nigdy nie wiadomo, kiedy się zaczną i jak wiele osób, znanych nam i nieznanych, weźmie w nich udział. Mają też specyficzną strukturę, nie są tak uporządkowane, jak próbowałem to powyżej przedstawić. Raczej dzieją się równolegle, krzyżują, rozchodzą, wygasają, powracają…
A wracając do głównego tematu, pewnie też macie swoje przypuszczenia co do źródeł niepowodzenia zbiórki na pandę, pomysły co można było zrobić lepiej, zainspirowane tą historią ogólne przemyślenia czy to na temat organizacji pozarządowych, czy finansowania społecznościowego. I o to chodzi. Wystarczy zatrzymać się dłużej przy porażce, błędzie, niepowodzeniu. A porozmawiać o tym możemy między innymi na Twitterze, mnie znajdziecie tutaj.
—
Autor zdjęcia: Stephen Holt

Marcin Niewęgłowski
Tworzenie wpisów na podstawie rozmów na Twitterze – interesujące rozwiązanie Sławku :)
Sławomir Czarnecki Autor posta
Ale cztery akapity moje;) A poważnie, trochę mi było żal, że zostałoby to tylko na Twitterze, więc może nieświadomie przyznaję trochę racji Alkowi Tarkowskiemu: http://kultura20.blog.polityka.pl/2014/05/26/jak-nie-dyskutowac-o-crowdfundingu-na-imprezie-techno/