filozofia się nie liczy

Na Blog Forum wiele razy powtarzano, że wartość blogów leży w ich subiektywnym i emocjonalnym charakterze. Dobrze, w takim razie napiszę o czymś, co dotychczas wydawało mi się zbyt osobiste i naznaczone emocjami, by zamieszczać to na blogu.

Chciałbym upomnieć się o filozofię w kontekście debaty na temat kultury w Polsce.

W Apelu obywateli kultury czytamy: „Edukacja medialna i kulturowa, rozumiana jako umiejętność obcowania z tradycją, wzorcami i kodami, czytania tekstów kultury i poruszanie się w świecie wiedzy i współczesnych mediów, jest fundamentem, na którym można budować twórcze, aktywne i obywatelskie postawy nowoczesnego społeczeństwa.”

W projekcie Paktu dla Kultury padają takie słowa: „To dzięki kulturze określa się pojęcia przestrzeni publicznej, dobra wspólnego i postaw obywatelskich. Kultura pomaga zrozumieć współczesność i wiązać przeszłość z przyszłością.”, „Strony uznają za priorytetowe stworzenie pełnego, wielostopniowego systemu edukacji kulturalnej dzieci i młodzieży, od przedszkola począwszy, wspierającego rozwój aktywnych postaw twórczych. (…) Programy te będą obejmowały animację i edukację kulturalną, edukację medialną oraz edukację obywatelską.”

Z kolei autorzy Manifestu Komitetu na rzecz Radykalnych Zmian w Kulturze piszą tak: „Kultura odgrywa ważną społeczną rolę jako strefa eksperymentu i refleksji, przestrzeń do budowania zaufania i międzyludzkich więzi. Z punktu widzenia rozwoju społeczeństwa (także rozwoju gospodarczego) najistotniejsze powinny być te formy kulturowego działania, które polegają na spontanicznej aktywności jednostek i grup. W ten sposób stworzona zostanie przestrzeń do samorealizacji i demokratycznej debaty.”

Twórcy manifestu postulują także: „Domagamy się wprowadzenia w edukacji szkolnej – od przedszkoli do końca szkoły średniej – nowego przedmiotu: wiedza o kulturze współczesnej. (…) Taka edukacja miałaby na celu nie tyle „wkucie” kultury, co wypracowanie autonomicznych sposobów jej odbioru oraz niehierarchicznych, bezprzemocowych modeli rozmawiania o własnych poglądach i doświadczeniach. Byłaby de facto nauczaniem do tworzenia, krytycznej refleksji i życia w bezpośredniej demokracji.”

To wszystko prawda. Ale istnieje bardziej podstawowa umiejętność, która „pomaga zrozumieć współczesność”, „tworzy przestrzeń do samorealizacji i demokratycznej debaty” oraz proponuje „ahierarchiczne, bezprzemocowe modele rozmawiania o własnych poglądach i doświadczeniach”. Nauczanie tej umiejętności zdecydowanie jest nauczaniem do „krytycznej refleksji”. Słowem, jest taka umiejętność, która z powodzeniem umożliwia realizację wszystkich tych zadań, które ludzie kultury stawiają przed edukacją kulturalną i przed kulturą samą.

Ta umiejętność to filozofowanie, myślenie. Umiejętność argumentowania, analizy, dyskusji – wymiany poglądów.

Mimo wszystko „rozmawianie językiem sztuki” jest tylko określeniem metaforycznym, bo rozmawia się używając języka i stosując pojęcia.

Dlatego edukacja filozoficzna wydaje się mieć zdecydowanie bardziej elementarne znaczenie dla budowania społeczeństwa obywatelskiego niż edukacja kulturalna i medialna. Richard Sennett zauważa, że „demokracja wymaga, aby obywatele chcieli włożyć choć trochę wysiłku w poznanie sposobu działania otaczającego ich świata.” (Kultura Nowego Kapitalizmu, Warszawa 2010, s. 135.)

Jeżeli zależy nam na świadomych obywatelach, na ludziach, którzy chcą wiedzieć i są krytyczni – to postulujmy przede wszystkim kształcenie filozoficzne.

Jednak propozycja wprowadzenia powszechnego kształcenia filozoficznego w Polsce nie doczekała się nawet poważnej debaty. Także w edukacji akademickiej filozofia jest marginalizowana. Nie wspominając o popularyzacji. Nie ma manifestów, poparcia elit, ludzie kultury nie piszą o filozofii w swoich żarliwych odezwach i projektach paktów. Trudno nawet sobie wyobrazić dyskusję „1 % budżetu na kształcenie filozoficzne”, nie wiemy nawet, czy na ten cel postulować 1, a może 0,1 % budżetu.

Kultura (w przytaczanych tekstach mniej lub bardziej, ale jednak sprowadzana do działalności artystycznej) nie może zastąpić filozofii. Te dwie dziedziny aktywności mogą się uzupełniać, przenikać, wzajemnie inspirować, ale nie mogą się zastępować. Jest jeszcze dodatkowy argument na rzecz postulowania kształcenia filozoficznego przez ludzi kultury – dobre przygotowanie filozoficzne daje podstawy do pogłębionego i krytycznego odbioru sztuki.

O filozofię mało kto się upomina. Ludzie kultury nie widzą potrzeby postulowania edukacji filozoficznej.

Mi pozostaje subiektywnie i emocjonalnie westchnąć „Kultura się liczy, ale nie wystarczy. Filozofia to już się chyba dla nikogo nie liczy”. A jak smutek przeminie, to dopiszę swoje postulaty do Paktu dla Kultury, który jest w tej chwili wspólnie dyskutowany i edytowany przez internautów – i to się liczy.

6 comments

  1. pochwatka

    wersja optymistyczna.
    nadal obowiązkowa (i chwała najwyższemu!) „zbrodnia i kara” odczytana w kontekście nadczłowieka. płynne przejście, w ramach etyki, w polemikę o, nihiliźmie i seksualności dziecięcej (można podczepić pod „przystosowanie do życia w rodzinie”). na koniec „wola mocy” wpasowana w ramy rojeń hitlera, wyprawa do berlińskiego muzeum żydowskiego i pogadanka na temat prac libeskinda, jako filozofa architektury.
    po powrocie krótka dyskusja o postmoderniźmie i redefinicji człowieka w czasach post-apokalipsy. na koniec krótkie przypomnienie, że prawa antyczne, obojętnie czy mówimy o filozofii, czy etyce, mają wpływ na XXI wiek. w ramach podsumowania – praca domowa, esej, najbardziej wymagająca forma literacka, na dowolny temat. z zachowaniem dowolności formy.

    wersja pesymistyczna.
    kartkówka z platona.
    test zamknięty: „myślę więc…”
    a. jestem
    b. jem
    c. szukam zapałek
    d. nie ma mnie.
    nadzieja, że po marnej podstawówce, gimnazjum i liceum (LICEUM!) trafi się wreszcie pod opiekuńcze skrzydła pieczołowicie wybranych studiów, tylko po to, żeby usłyszeć, że myślenie jednak szkodzi.

    dlatego właśnie jedna ręka mi nie klaszcze, a brew sarka niemiłosiernie.
    wszystko w ludziach (kadrze?), a nie ideałach.
    pozdrawiam:)

    1. Sławomir Czarnecki Autor posta

      Dziękuję za komentarz. Jakość kształcenia filozoficznego w przypadku wprowadzenia go do szkół to osobny, bardzo trudny, temat. Najpierw należałoby przygotować dobrą kadrę dydaktyków filozofii – i to na każdy szczebel edukacji – od przedszkola poczynając. Filozofii można przecież z powodzeniem uczyć już kilkuletnie dzieci:)
      W tej chwili takich kadr w wystarczającej liczbie prawdopodobnie nie ma. Czyli może jednak potrzebny jest 1%, a nie 0,1% budżetu na edukację filozoficzną…

      Jednak domniemane trudności w realizacji nie osłabiają chyba siły postulatu wprowadzenia edukacji filozoficznej. Przecież równie dobrze możemy sobie wyobrazić opłakane skutki wdrażania w szkołach nowoczesnej edukacji artystycznej, czy medialnej.

  2. Niecny

    W pełni zgadzam się z tytułem tego wpisu, filozofia się nie liczy. Warto zadać pytanie dlaczego? Według mnie jest kilka przyczyn. Przede wszystkim ludzie nie utożsamiają filozofii z kulturą, kiedy wykrzykują popularne hasła i uciszają sumienie rzucając jakieś ochłapy na kulturę, to myślę o teatrach, operach i filharmoniach, a nie o grupie ludzi czytających Kanta i spotykających się na dyskusjach poświęconych filozoficznym problemom. Drugim bardzo ważnym czynnikiem jest brak tradycji filozoficznej, oprócz szkoły lwowsko-warszawskiej my jako naród nie posiadamy żadnych słynnych na cały świat przedstawicieli filozofii. A już o tej szkole nikt, kto nie miał styku z filozofią, nie słyszał. Więc nie możemy zrobić czegoś w rodzaju roku Kopernika lub Chopina dla jakiegoś filozofa i propagować jego dzieła zachęcając ludzi do korzystania z jego dorobku itd. Trzecim powodem jest niepraktyczność, przedmiot filozoficzny nie spełni wymagań utylitarystycznych społeczeństwa, oczywiście możemy powiedzieć, że rozwinie ludzi i w efekcie całą kulturę i dorobek pokolenia, ale ludzie stwierdzą „Ach Ci idealiści” i przestaną już słuchać.

    Jeżeli chodzi o edukację filozoficzną, nie wiem, czy wiesz, ale filozofia na poziomie liceum istnieje jako przedmiot,wydane zostają do niej podręczniki zatwierdzane przez ministerstwo. W trójmieście, z tego co wiem, co najmniej parę szkół ma ją wprowadzoną, oczywiście głównie w klasach humanistycznych. Jeżeli chodzi o edukowanie filozoficzne już od podstawówki to jestem przeciwny, wydaje mi się to bezcelowe. Bardziej poszedłbym w stronę francuzów, którzy mają filozofię w klasach maturalnych po to właśnie, aby na progu dojrzałości zaznajomili się oni z tą niezwykłą ojczyzną myślenia. Liceum i studia są okresem w którym według mnie powinno się zacząć rozwijać jakieś ambitne zainteresowania, takie jak filozofia. Uważam, że dobrym systemem byłaby obowiązkowa filozofia w klasach maturalnych dla wszystkich szkół i możliwość, aby najlepsze szkoły mogły (właściwie to powinny chcieć, nie chodzi mi o to, że muszą spełniać jakieś wymagania i być tymi najlepszymi) ją wprowadzić jako cały trzyletni kurs. W końcu to i tak tam powinno znaleźć się najwięcej chętnych do filozofowania.

    Ogólnie przeciwny jestem tworzeniu nowych – tak naprawdę nikomu nie potrzebnych – przedmiotów. Dlatego czytając o „wiedzy o kulturze współczesnej”, chwytam się za głowę. Przecież istnieje przedmiot, wiedza o kulturze, gdzie także omawia się kulturę współczesną. Co i tak jest bez sensu, bo to samo przerabia się na polskim i historii. Więc kończy się wkuwaniem, zabijaniem inwencji i stratą czasu. Jak zwykle wśród takich akcji. Jeżeli wziąć pod uwagę, dzisiejszą tendencję do rozbijania filozofii na składowe przedmioty, takie jak etyka, czy psychologia. To może właśnie trzeba by pójść w ten pierwszy z nich, którzy uczniowie wybierają coraz częściej zamiast religii i sprawić, żeby stał się on dla nich jeszcze lepszy. U mnie w liceum etyka właściwie była filozofią, po krótkich wykładach lub przeczytaniu jakiegoś tekstu dyskutowaliśmy wyrażając nasze opinie. Potem właśnie większość ludzi z etyki zaczęła tworzyć szkolne kółko filozoficzne, bo ciągle było nam mało. Aktualnie tworzymy serwis internetowy filozofia.tv zakładamy Trójmiejską Akcję Filozoficzną, organizujemy dyskusje i wypady kulturalne dla rówieśników. Myślę, że lepiej iść taką drogą.

    1. Sławomir Czarnecki Autor posta

      Witam,
      dziękuję za komentarz. Odpowiadając w skrócie:
      – co do diagnozy niskiego statusu filozofii, zgadzam się.
      Warty rozwinięcia jest wątek rozdzielenia filozofii i kultury, który owocuje między innymi tym, że ruch Obywateli Kultury wymieniając różne typy edukacji pomija filozofię.
      – Wiem, że filozofia istnieje jako przedmiot w szkołach. Właśnie doszły mnie wieści, że ta obecność będzie niebawem umacniania. Cały czas jednak jest to przedmiot fakultatywny, nie jest stawiany w centrum, nie staje się osią systemu edukacji. To wpływa na prestiż tego filozofii.
      – Ja bym jednak wprowadzał edukację filozoficzną jak najwcześniej:) Od przedszkola. Istnieją takie programy nauczania. U dzieci występuje naturalna potrzeba i zdolność filozofowania. Ta potrzeba i zdolność, jeżeli nie jest rozwijana – zanika. Oczywiście to temat na szerszą dyskusję.
      – Jeśli chodzi o kwestię obecnego statusu etyki w szkole: oczywiście, że ucząc etyki de facto uczy się filozofii. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Chociaż warto zdawać sobie sprawę z zagrożeń, o których pisze Jan Hartman http://goo.gl/B1vxi
      – Zdecydowanie działalność Trójmiejskiej Akcji Filozoficznej jest tym typem aktywizmu, który jest polskiemu środowisku filozoficznemu bardzo potrzebny:)

  3. Mario

    W pełni podzielam ten pogląd. Filozofia się nie liczy, choć tak wiele znaczy. Przyłączam się do postulatu wprowadzenia edukacji filozoficznej i to już od przedszkola.

    W połowie lat dziewięćdziesiątych wśród bestsellerów książkowych znalazł się polski przekład „Świata Zofii” Josteina Gaardera (swoją drogą w pewnych fragmentach łudząco podobny do fragmentów „Historii filozofii” Władysława Tatarkiewicza). To był ważny sygnał, jak wielka jest potrzeba zaszczepienia filozofowania, zadawania pytań, dziwienia się światu.

    Warto zatem domagać się wprowadzenia edukacji filozoficznej. Jest tylko jedno ale: czy jest ona możliwa bez nawiązania relacji mistrz-uczeń? Czarno jakoś widzę filozofię w szkole funkcjonującej w obecnym systemie oświatowym.

  4. Sławomir Czarnecki Autor posta

    Dzięki za komentarz. Podobno są realne szanse na wprowadzenie filozofii w 2 i 3 klasie liceum i jako przedmiot maturalny. Zawsze to jakiś początek, o ile się uda.
    Twoje „ale” jest trafne, tradycyjne „uczenie” filozofii może przynieść więcej szkody niż pożytku, ale to pewnie stosuje się i do języka polskiego, historii i innych przedmiotów. A „obecny system”, nie tylko oświatowy skłania do czarnowidztwa, to prawda.