Nie czytasz? Chodź do łóżka.

Czytam informację o wynikach badania „Społeczny zasięg książki w Polsce w 2012 r.”. Dane nie są optymistyczne, o czym dowiedzieliście się już lub dowiecie za moment z licznych omówień w mediach i statusów na facebooku. Z właściwym gazetom i portalom wdziękiem podsumowuje to tytuł pierwszej relacji: „Nie czytamy. Naród głupieje.

Jest w tym badaniu coś, co bardzo mnie zaintrygowało i skłoniło do rozważania kwestii zasadniczych i obrazoburczych. Otóż zwiększa się liczba ludzi, „którzy mają wystarczające kompetencje i motywację, aby obcować ze stosunkowo długimi tekstami, a jednocześnie unikają lektury książek.” Mają kompetencje i motywacje, a jednak „w ciągu ostatniego roku nie czytali żadnej książki.” Dlaczego? Ponieważ „dla tej zbiorowości książki nie mają do zaoferowania niczego, czego nie można by uzyskać za pośrednictwem innego medium piśmienności.” Dopowiedziałbym, chociaż nie ma tego w komunikacie z badań, że w niektórych przypadkach teksty nie mają do zaoferowania niczego, czego nie można by uzyskać za pomocą innego medium.

Bo też w jakim celu czytamy książki (i czytamy w ogóle)? Autorzy komunikatu nie poświęcają temu zagadnieniu zbyt wiele miejsca, możemy się jednak dowiedzieć, że „gdy badanych poproszono o wskazanie motywów, dla których sięgnęli po czytaną książkę, kobiety częściej niż mężczyźni wskazywały relaks i rozrywkę, czytelnicy zaś częściej niż czytelniczki preferowali lektury służące ich rozwojowi i poszerzeniu wiedzy o świecie.”

Upraszczając, książki mogą być źródłem wiedzy lub rozrywki. Głód wiedzy i pragnienie rozrywki z powodzeniem można zaspokoić nie-książkami, a coraz częściej po prostu nie-tekstami. Dlaczego zatem tak bardzo zależy nam na tym, żeby ludzie czytali książki? Chcemy, by zdobywali wiedzę, rozwijali się, dyskutowali, uczestniczyli w kulturze. A jeśli książka nie będzie już do tego wszystkiego potrzebna? Jeśli pismo będzie coraz mniej potrzebne? Może nasze przywiązanie do książki (nieważne czy papierowej czy elektronicznej) jest wyłącznie sentymentalne?

Z wielkim trudem zadaję sobie te pytania, bo książki są dla mnie źródłem wiedzy, rozrywki i, co tu kryć, przedmiotem kultu. Niełatwo mi pogodzić się z tym, że wykształcona, uczestnicząca w kulturze osoba może nie czytać książek. Nie znać klasyki literatury. Zaakceptować takiego stanu rzeczy póki co nie potrafię, ale zaczynam to rozumieć.

2 comments

  1. karwasz

    Jest jeden problem. Książki są generalnie podstawą pozostałych mediów. Choćby, ile jest filmów na podstawie książek, a ile książek na podstawie filmów? Scenariusz teatralny to też książka. Dla ilu utworów muzycznych podstawą jest dobra literatura? A w drugą stronę?
    A z tym naród głupieje to bym nie przesadzał. W jakim środowisku się obracasz, takie masz doświadczenia. Dopisałbym raczej, naród otaczający autora tej marnej statystyki głupieje szybciej od niego (o co nie jest trudno, bo przecież tenże od czasu do czasu coś tworzy, artykuł jakiś napisze, paszkwilka dla gazety…).

  2. Sławomir Czarnecki Autor posta

    Dziękuję za komentarz. Racja, ale jeśli (co do czego nie jestem do końca przekonany) jesteśmy świadkami przełomowej kulturowej zmiany, to książki są podstawą dla pozostałych mediów „siłą rozpędu”, tak jak kiedyś słowo mówione było podstawą dla słowa pisanego, dla ksiąg.
    Przykładów w drugą stronę pewnie za wiele nie ma, najwięcej w popkulturze (np. książki z uniwersum Gwiezdnych Wojen, a nawet książki pisane na podstawie gier i to nie tylko przez pisarzy-rzemieślników, np. „Crysis: Legion” Petera Wattsa). W kulturze wysokiej działa to pewnie zdecydowanie rzadziej i bardziej jako inspiracja niż ścisła podstawa. Gdyby dobrze poszukać to znalazłyby się inspiracje na linii muzyka – literatura.