nowa intymność
Pierwszy wpis w nowym roku zarezerwowałem na odnotowanie zjawiska, które intryguje mnie już od dłuższego czasu. Mimo, że jestem częścią tego zjawiska, nie rozumiem go. Przeczuwam tylko, że jest to coś nowego i przełomowego.
Od paru miesięcy obserwuję wpisy na Twitterze, których autorem jest pisarz William Gibson. Opisanie dokładniej, co to znaczy „obserwuję”, wymaga nieco cyberslangu. Otóż mam go na rrsie w pasku zakładek mojego firefoxa, więc w każdej chwili mogę sprawdzić, gdy przeglądam sieć, czy Gibson nie wrzucił nowego twitta lub czy któryś z followersów nie dodał komentarza.
Dzięki temu wiem, co w danej chwili Gibson czyta, co ciekawego znalazł w sieci, na You Tubie, co go interesuje, co go denerwuje. Kontakt jest dość intensywny, ponieważ Gibson, jak na twórcę cyberpunku przystało, jest bardzo aktywny na Twitterze i poświęca wiele czasu na surfowanie w internecie. Czasem czytam jego wpisy w kilka minut po opublikowaniu.
Jak wspominałem, nie rozumiem (jeszcze) tego, co się dzieje, przeczuwam tylko, że powstaje nowy rodzaj relacji pomiędzy twórcą, a odbiorcą. Relacji sytuującej się gdzieś pomiędzy osobistym kontaktem, a kontaktem wyłącznie za pośrednictwem dzieła. Rodzi się nowa intymność.
Dla zrozumienia siły tej relacji niech posłuży eksperyment myślowy. Wyobraźcie sobie, że najważniejszy dla Was pisarz jest na Twitterze. Nie ograniczajcie się tylko do żyjących twórców. Co byście powiedzieli na to, że wiecie jaki artykuł w prasie zainteresował dzisiaj Dostojewskiego, jaki teledysk na You Tubie poruszył przed dwoma godzinami Prousta (dzięki Gibsonowi zapoznałem się kiedyś z pięknym, sentymentalnym koreańskim popem z lat siedemdziesiątych). Pomyślcie, że oglądacie zdjęcie Dublina, które Joyce uznał za ciekawe.
Każdy z Was myśli pewnie teraz o którymś z wymienionych wyżej pisarzy lub o równie zacnym twórcy. Nie będę ukrywał, że ja byłbym niewymownie szczęśliwy jako follower twittującego Philipa K. Dicka.
Na koniec, niech sam Gibson powie coś, także o swoim Twitterze.
go
trafnie i ciekawie. Jednak więź taka to więź będąca jednostronną. twórca nie poznaje odbiorcy a odbiorca ma do czynienia jedynie z produkowanymi przez twórcę wiadomościami, z jego kreacją. to chyba podobny rodzaj zbliżenia jaki zachodzi między fanem a idolem. można czytać artykuły o kimś i zbierać informacje na jego temat albo, jeśli można, to dodać go sobie na twitterze i obserwować o robi. tylko czy to ma sens? taka więź to iluzja bliskości bądź znajomości. swoją drogą, obok K. Dicka postawiłabym Bukowskiego, ciekawie by było :)
Sławomir Czarnecki Autor posta
Dziękuję za komentarz. Nadal uważam, że „nowa intymność” jest czymś więcej niż tylko obcowaniem z dziełem, czy też czytaniem artykułów i wywiadów z twórcą. Tak samo więź nie musi koniecznie być jednostronna, przykład z innej dziedziny – wielu publicystów prowadzi blogi i wchodzi w żywe interakcje, dyskusje ze swoimi czytelnikami. Nie uda mi się w pełni odpowiedzieć w komentarzu, ale czuję się zmotywowany do dalszego zastanawiania się nad tematem i napisania czegoś więcej. Pozdrawiam
Mario
Niewątpliwie jest to odkrycie, chociaż nienazwane. Do tej pory tak naprawdę jedynym głębszym odniesieniem do kontemplacji dzieła czy też całej twórczości danego artysty było skonfrontowanie jej z biografią autora. Nowe media stwarzają nieograniczone możliwości przeżywania sztuki nie tylko odbiorcy, ale nadają także nowy wymiar tworzenia artyście. Może nawet sama jego świadomość co do „nowointymnego” obcowania z odbiorcami ma niebagatelny wpływ na jego twórczość. Kto wie, czy nie większy nawet niż wchodzenie w bezpośrednie polemiki z odbiorcami. Pozostaje nam teraz tylko czekać z „niecierpieniem” na usystematyzowanie tego odkrycia przez odkrywcę;-)
Sławomir Czarnecki Autor posta
Dziękuję za komentarz. Kontekst „nowego wymiaru tworzenia” jest godny zastanowienia. Przyrzekłem sobie jakiś czas temu nie składać obietnic, których potem nie dotrzymuję, ale, niech tam, obiecuję, że za jakiś czas napiszę jeszcze o nowej intymności w systematyzującym duchu. Pozdrawiam