@justinbieber

Kryterium popularności, frekwencji, oglądalności, liczby unikalnych użytkowników, fanów…

Z załączonej infografiki dowiecie się czym żyły Stany Zjednoczone w 2011 roku. Źródła danych to Twitter, Facebook i wyszukiwarka Google, kryterium – wyłącznie ilościowe.

Jestem daleki od konserwatywnego lamentu nad rządami motłochu i upadkiem obyczajów. Nie podzielam też humanistycznych fobii przed Liczbą. Za to czuję niepokój, gdy słyszę, że „sztuki nie można mierzyć”.

Jednak odnaleziona w sieci infografika przypomniała mi, że z kryterium popularności trzeba postępować ostrożnie. Więcej ludzi chodzi do kina niż do teatru, a Grotowskiego nie cenimy za to, że tłumy oglądały jego spektakle.

Liczby warto umieszczać w kontekście i stosować je tam, gdzie to zasadne. W kulturze raczej nie jako jedyne kryterium oceny. Wydawałoby się, że to elementarna wiedza, ale ile razy w dyskusjach publicznych mówi się o frekwencji tak, jakby była jedynym kryterium oceny wydarzenia kulturalnego.  A przecież nawet branża marketingowa obserwując co się dzieje w mediach społecznościowych coraz wyraźniej podkreśla, że ilość rzadko przechodzi w jakość (oczywiście nie mam na myśli wielkości sprzedaży, bo tu zależność jest raczej prosta).

Walki z dyktatem wielkiej liczby toczą się także na łonie popkultury, na przykład opisywane przez Jenkinsa w Kulturze konwergencji kampanie fanów na rzecz ratowania seriali, które z powodu niskiej oglądalności kończą swój żywot po pierwszym sezonie.

Ale dosyć tych słów, niech przemówią liczby z infografiki. Kilka zdań ostrzeżenia przez kryterium frekwencji już napisałem, a Justin Bieber zyskał nowego followersa na Twiterze.

[źródło: Frugal Dad via Get more social]