Internet jest polem bitwy – rozmowa z Maciejem Kaczmarskim

O crowdfundingu pisałem dwukrotnie, za każdym razem przywołując projekt społecznościowego sfinansowania książki o filozofii według Philipa K. Dicka. Postanowiłem zapytać autora publikacji o kilka spraw związanych ze sposobem, w jaki zebrał fundusze na realizację swojego projektu.

—-

Rozmowa z Maciejem Kaczmarskim, autorem książki „Bóg w sprayu. Filozofia według Philipa K. Dicka”, której wydanie zostało sfinansowane metodą crowdfundingu.

Sławomir Czarnecki: Dlaczego zdecydowałeś się na wykorzystanie crowdfundingu w finansowaniu Twojej książki?

Maciej Kaczmarski: Podejrzewam, że z podobnych przesłanek, co inni, którzy decydują się na taki krok – z powodu trudności w tradycyjnym pozyskaniu środków na realizację pomysłu. Nie chciałem brać kredytu ani pożyczki, bo nieufnie podchodzę do takich form zależności. Swego czasu przeczytałem artykuł o serwisie Kickstarter i zacząłem szukać jego krajowego odpowiednika. W ten sposób trafiłem na PolakPotrafi.pl. W finansowaniu społecznościowym najbardziej zaintrygowała mnie swoista symbioza pomiędzy twórcą a mecenasem. Podoba mi się taka idea, bo przyczynia się do wzbogacania kultury niezależnymi środkami na zasadzie quid pro quo. Crowdfunding wpływa pozytywnie na rozwój wszelkich form twórczości i umożliwia zaistnienie ciekawych, ambitnych i oryginalnych pomysłów. Wiele projektów ufundowanych w ten sposób nie wpisuje się w ramy strategii zwykłych sponsorów, bo są to zbyt niszowe rzeczy, nieopłacalne z czysto komercyjnego punktu widzenia. Dzięki wsparciu zwykłych ludzi, pasjonatów dbających nie o profity, lecz efekt końcowy, ciekawe przedsięwzięcia mają szansę wypłynąć na powierzchnię. Oczywiście i tu jest pewien element zależności, od darczyńców, ale to jest właśnie piękne – że zawsze znajdą się pasjonaci, którzy pomogą w realizacji nawet najbardziej dziwacznego pomysłu. Na jednym z portali była przecież zbiórka pieniędzy na pokrycie zadłużenia USA. To oczywiście żartobliwy happening, ale większość zgłaszanych projektów to rzeczy jak najbardziej poważne.

Czy uważasz, że udałoby się sfinansować projekt w inny sposób?

Zanim zdecydowałem się na crowdfunding, zwróciłem się z prośbą o wsparcie do rozmaitych mediów, fundacji i stowarzyszeń. Najczęstszą odpowiedzią było zamknięcie budżetu na mniej więcej najbliższe czterdzieści lat, inni wspominali między wierszami o niszowości Boga w sprayu, jeszcze inni twierdzili, że w ogóle nie zajmują się finansowaniem literatury, bo to niedochodowy interes i żadna inwestycja. Twarde prawa rynku ery turbokapitalizmu (śmiech). Ostatecznie dobrze się stało, bo crowdfunding daje pewną dozę wolności. Nie trzeba się zadłużać, nie trzeba mieć znajomości ani iść na kompromisy względem formy i treści projektu. Istotny jest w tym również czynnik, powiedzmy, socjologiczny. Byłem ciekaw, jak wiele osób chciałoby przeczytać taką książkę i czy są one na tyle zainteresowane tematem, żeby wesprzeć jej publikację.

Jak bardzo emocjonujący był proces zbierania funduszy? Czy miałeś chwile zwątpienia w powodzenie projektu?

Nie. Wierzyłem, że się uda. Cieszyła mnie wszelka, najmniejsza nawet suma, jaka wpłynęła na konto projektu. To jest właśnie siła finansowania społecznościowego: każda złotówka jest ważna, bo przybliża pomysł do urzeczywistnienia.

Jak byś określił proporcję między mecenasami, których znałeś osobiście, a pozostałymi osobami?

Niektórzy mecenasi to członkowie mojej rodziny, przyjaciele oraz bliżsi i dalsi znajomi. Przeważały jednak osoby, których nie znam osobiście. To bardzo budujące, bo przecież nikt nie miał wglądu w treść ani gwarancji, że książka się ukaże. Znaleźli się ludzie dobrej woli, którzy pomimo tego zainwestowali w mój projekt. Uważam, że to naprawdę wspaniałe i jestem im wdzięczny po wsze czasy.

Czy Twoim zdaniem crowdfunding znajdzie w Polsce szersze zastosowanie? Czy możesz być szansą dla niszowych działań?

Chciałbym, żeby tak było. Na PolakPotrafi.pl jest coraz więcej projektów, większość z nich udaje się sfinansować, sam portal też się rozwija. Z drugiej strony, o ile się nie mylę jest to jedyny rodzimy serwis crowdfundingowy, więc póki co trudno mówić o zjawisku na skalę taką, jak choćby w Ameryce. Ostatnio władze Nowego Jorku uruchomiły na Kickstarterze swoją zakładkę, aby promować projekty realizowane w biednych dzielnicach miasta. Genialne w swej prostocie, a u nas nikt jeszcze na to nie wpadł. Może to kwestia innej mentalności? Finansowaniu społecznościowemu musi też towarzyszyć odpowiednia legislacja. W Polsce były niepokojące propozycje zmian w ustawie o zbiórkach internetowych, zakładające ich odgórną regulację przez państwowych urzędników. Na skutek protestów w sieci ten pomysł szczęśliwie upadł. Warto jednak zachować czujność. Internet, jako miejsce nieskrępowanej kreatywności i wolności wypowiedzi, jest w dużej mierze polem bitwy pomiędzy różnymi strefami wpływów. Za przykład niech posłużą afery związane z ustawami typu ACTA i SOPA, które pod pozorami walki z piractwem usiłują dać wielkim koncernom jeszcze większy monopol na kulturę.

Czy masz w planach nowy projekt, który także będziesz finansował społecznościowo?

W tej chwili nie mam takich planów, ale nigdy nic nie wiadomo.

Dziękuję za rozmowę.

—-

Maciej Kaczmarski – rocznik 1984, absolwent filozofii (specjalność kulturoznawstwo) Uniwersytetu Szczecińskiego. Dziennikarz muzyczny i radiowy. Copywriter i publicysta portalu Nowamuzyka.pl. Promotor muzyki elektronicznej i okazjonalny współorganizator wydarzeń kulturalnych. Na co dzień domowy kinoman i kolekcjoner dziwnych przedmiotów, na co noc badacz prozy Philipa K. Dicka. Towarzyski samotnik, milkliwy gawędziarz.

—-

Przeczytałeś wywiad i żałujesz, że nie mogłeś współfinansować wydania książki? Nic straconego, możesz ją kupić! Na przykład bezpośrednio u wydawcy lub w księgarniach internetowych.

Projekt wydania książki „Bóg w sprayu. Filozofia według Philipa K. Dicka” został sfinansowany za pośrednictwem serwisu PolakPotrafi.pl