Komu brakuje kompetencji?
Czytałem artykuł o blogach książkowych. Liczyłem na fragment o tym, jakie to niesamowite zjawisko: tylu ludziom, także młodym, także nie zajmującym się profesjonalnie literaturą, chce się poświęcać swój czas i energię na pisanie o książkach. Jaka to szansa dla promocji czytelnictwa! No i po prostu, to krzepiące. Przeliczyłem się.
Za to padły gorzkie słowa o poziomie merytorycznym tych blogów. Z ust blogerów zawodowo związanych z literaturą.
„Ogólny poziom merytoryczny rzeczywiście nie jest za wysoki, bo za blogowanie biorą się także ci, którzy nie mają kompetencji, by pisać o książkach. I nie chodzi tu tylko o kierunkowe wykształcenie, ale przede wszystkim o umiejętność dostrzegania w omawianej książce jej cech dystynktywnych i akcentowania ich.” To wypowiedź Jarosława Czechowicza, autora bloga Krytycznym Okiem.
A potem mocniej. Dowiadujemy się z artykułu, że „na postrzeganie blogerów książkowych wpływają blogi najsłabsze, ale też najliczniejsze, prowadzone przez osoby, które nie umieją pisać. To przeważnie nastolatki.” Piotr Chojnacki, autor bloga Beznadziejnie Zacofany w Lekturze, dopowiada. „W ubiegłym roku byłem jurorem branżowego konkursu eBuka. Na 120 blogów literackich połowa była autorstwa ludzi sprawiających wrażenie, jakby nie słyszeli o podstawowych zasadach pisania recenzji i niewiele mieli do powiedzenia od siebie o przeczytanej książce – zauważa Chojnacki. – Często miejsce recenzji zajmują więc „recki”, ograniczające się do obszernego streszczenia, często niemal aż do końca fabuły. Do tego komentarze w stylu: „Fajną, kochana, napisałaś tę recenzyjkę! Miodzio!”. Czytelnik oczekujący czegoś więcej odchodzi zniechęcony, nieświadomy, że poza tą rzucającą się w oczy grupą „blogasków” istnieje wiele bardziej rzetelnych blogów.”
Wiele jest w tych wypowiedziach rzeczy, z którymi się nie zgadzam. Dzisiaj zatrzymam się przy jednej. „Czytelnik oczekujący czegoś więcej odchodzi zniechęcony, nieświadomy, że poza tą rzucająca się w oczy grupą „blogasków” istnieje wiele bardziej rzetelnych blogów.” Moim zdaniem czytelnik oczekujący czegoś więcej szuka dalej, ponieważ potrafi odróżnić od siebie różne rodzaje tekstów i różne rodzaje blogów.
Tak, blog o książkach prowadzony przez absolwenta filologii polskiej, który zawodowo zajmuje się pisaniem recenzji, różni się od bloga o książkach pisanego przez nastolatka. Różni się. I tyle. Wystarczy. Nie trzeba dodawać, że to „blogasek”, „nierzetelny”, „niekompetentny”, „słaby”.
Szukałem kiedyś recenzji książki i trafiłem z wyszukiwarki na blog 13-latki. W połowie wpisu się zorientowałem, że konwencja trochę mi obca, zajrzałem do komentarzy – zyskałem pewność. Pomyślałem sobie: super, młodzież sobie pisze i rozmawia o literaturze, ale nie znajdę tu nic dla siebie, szukam dalej. Nie przyszło mi do głowy, żeby stwierdzić: no nie, jakie to słabe, jakie niskie – wypisuję się z internetu.
Idąc dalej, jeżeli ktoś wyrabia sobie zdanie na temat wszystkich osób piszących blogi na podstawie, dajmy na to, fenomenu Kominka, to tak jakby wyrabiał sobie zdanie o literaturze na podstawie fenomenu powieści „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. (Zresztą, nawet Kominek już nie lubi Kominka).
A może odwrócić problem? Nie utyskiwać na „brak kompetencji” osób, które publikują treści, a skupić się na kompetencjach osób, które czytają?
Jeżeli blog nastolatka myli się Tobie z blogiem profesjonalnego recenzenta, to coś jest nie tak. Kiedy dziwisz się, że specjalistyczne teksty są mniej popularne niż ogólne, to nie wiem dlaczego się dziwisz. Jeżeli oczekujesz, że impresja, nawiązująca swobodnie do przeczytanej właśnie książki, będzie krytyczną analizą dzieła literackiego, to coś jest nie tak z Twoimi oczekiwaniami.
Jeżeli internet jest dla Ciebie śmietniskiem nic nie wartych treści, to znaczy, że nie umiesz dobrze szukać.
Co Wy na to?
B.
Zgadzam się z Tobą. To że nastolatki uważają, że fajnie jest prowadzić bloga o literaturze jest na wskroś pozytywne. Część z nich pewnie będzie prowadzić kiedyś bardziej profesjonalne blogi.
Jakub Niżniowski
Artykuł z GW brzmi raczej jak utyskiwanie wydawców, którzy szukają darmowej promocji i blogerów, którzy szukają źródła darmowych książek. Nie wiem, po co wciągnięto w ten wątek nastoletnich blogerów, którzy – jak sądzę – w większości żyją sobie i tworzą poza tymi układami. Problemem nie są „blogaski” i „recki”, ale wydawnictwa i blogerzy, którzy swoje relacje budują na roszczeniach i braku wzajemnego szacunku. Tylko to jest problemem.
Sławomir Czarnecki
Tak, problem napięć na linii: firmy – blogerzy to dyżurny temat, nie tylko dotyczących blogerów książkowych. Przy okazji, zajmowaliśmy się kiedyś tym tematem w Gdańsku, na Bibliocampie: http://bibliocamp.info/?p=1036
Jakub Niżniowski
O, to to. Świetna lista, trafia w punkt.
mw
rany, niech ktoś zbada i opisze ten proces kiedy nastoletni blogasek zaczyna zmieniać się w coś, co ma wyglądać na profesjonalną robotę z opcją zarabiania miliardów na kontaktach z H&M czy producentem kawy Woseba. Jakie są motywacje i jak zmienia się pisanie i kiedy przychodzi Ten Moment Rozczarowania, że jednak nie wyszło.
Sławomir Czarnecki
Ale mówimy teraz o negatywnym czy pozytywnym scenariuszu? Bo nie wiem, o jaki „Moment Rozczarowania” chodzi. Na pewno, nie tylko w książkowych, da się zaobserwować ten moment, w którym ktoś, kto pisze dla czystej przyjemności, zaczyna „się profesjonalizować” i intensywnie marzyć o rzeczach i pieniądzach od firm. Może to się skończyć niewinnie, dodanie zakładki współpraca itp., – profesjonalizacja w dobrym znaczeniu – a może smutno – czyli pisaniem pod potencjalnych klientów.
Silaqui86
Nie dziwię się gorzkim słowom osób poważnie zajmujących się recenzowaniem. I nie chodzi tu tylko o to, że blogi prowadzone przez nastolatki są na bardzo niskim poziomie (oczywiście nie wszystkie…), a raczej o fakt, że osóbki wysławiające się na poziomie podstawówki nazywają swoje potworki recenzjami i same do miana recenzenta pretendują. A czasami tych wypocin nie da się czytać bez znieczulenia. Już pal licho błędy, koszmarną składnię (czy też jej brak): czasem trafiam na teksty tak boleśnie głupie i bezsensowne, że aż ręce opadają. Swego czasu temat ten rozwinęłam w tym wpisie: http://www.kronikinomady.pl/2014/02/jak-wam-nie-wstyd-czyli-silaqui-sobie.html
Ps. Bardzo fajnie o kompetencjach blogerów wypowiedziała się Kasia Kosik (szkoda, że jej artykule GW nie zacytowano): „Szesnastolatek nie może oceniać książek problemowych, kontekstowych, nie ma do tego narzędzi, nie zdążył przeczytać tych kilku książek. Czasem narzędzi może też nie mieć osiemdziesięciosześciolatek.” :)
Sławomir Czarnecki
Ok, przeczytałem wpis i zgoda co do kategorii osób, które piszą naprawdę źle, ale nie dlatego, że dopiero zaczynają itp., tylko po prostu dobrze im z tym i nie zamierzają się rozwijać. To jest psucie całego środowiska, tym bardziej jeśli odbywa się pod szyldem „blog recenzencki”. Chociaż, co do samego odróżnienia opinia vs recenzja, to zastanawiam się, czy po prostu znaczenie terminu recenzja się nie zmienia, nie poszerza zakresu. Zaczyna obejmować też opinie i teksty pozbawione elementu krytycznego. Ale to definicyjne rozważania. Ważniejsze jest pytanie, co robić, żeby te dobre blogi jednak odróżnić od autentycznie słabych (i to nie ze względu na wiek piszącego)?
Silaqui86
Wujek google pokazuje rozmiar tej tragedii: wpisz dowolny tytuł powieści wydanej po 2005 roku wraz z słowem „recenzja”, a wyskoczą Ci dziesiątki kub czasem setki tekstów słabych. Zanim przebijesz się do dobrej jakościowo recenzji minie Ci ochota na lekturę czegokolwiek.
Jak odróżnić? Dla fundamentalistów pięknej polszczyzny pytanie proste. Dla poszukujących ciekawych stron o kulturze wszelakiej – znacznie trudniejsze. Ja muszę poczuć „to coś”: czytam blogerów książkowych o szerokim (dla fantastyki) zasięgu; i tych, co samymi swoimi recenzjami zmuszają mniedo szukania znaczeń konkretnych słów. I jedni i drudzy dają mi duże pojęcie o tym, jak dana pozycja jest odbierana przez ludzi o różnym doświadczeniu. Tylko, że ja miałam szczęście, i na rzetelnych blogerów trafiłam 2-3 lata temu :)
Sławomir Czarnecki
Czyli jednak, jak to się często przy różnych okazjach pojawia, wiele sprowadza się do dobrych „kuratorów treści”, systemów poleceń, wiarygodnych rankingów itp. Bo faktycznie, nie mam czasu i ochoty na przekopywanie się przez dziesiątki wyników z google. Ale już jak ktoś wiarygodny by mi polecił dajmy na to 5 dobrych blogów z recenzjami książek s-f, to chętnie skorzystam.
Tomasz Fijałkowski
Problem, który mnie najbardziej boli, to kwestia zachowawczości „dojrzałych” blogerów, którzy jakimś cudem podczepili się pod jakiś portal książkowy, dostają teksty „patronackie” z wyraźną sugestią, że należy ocenić je dobrze lub odesłać komuś innemu, kto „zrobi dobrze” bez większych wątpliwości moralnych.
To jest dopiero ból. To jest psucie tej delikatnej konstrukcji, jaką jest odbiór literatury, budowanie pewnych hierarchii etc.
Inną kwestią jest ten nieszczęsny brak kompetencji. Pal sześć, gdy jest to wynik młodości, braków edukacyjnych, jakie trzeba nadrobić. To jest do zrozumienia. Natomiast gorzej jest, gdy ktoś z pasji piszący o książkach nie wychodzi poza poziom składania litera, sylab i wyrazów. To jest przerażające, gdy ktoś z minimalną świadomością swoich braków nie robi nic, by podnieść swój poziom. Choć w sumie nie musi. Nie ma obowiązku pisania przyzwoitych recenzji…
Pasja nie powinna zastępować jakości wykonania. Cóż z tego, ze pasjonuję się meblami i stolarką, skoro na zrobionych przeze mnie krzesłach nie da się siedzieć?
Sławomir Czarnecki
Tak jak pisałem w odpowiedzi @Silaqui86:disqus – dla tych, którzy robią coś źle, nie chcą się rozwijać i na dodatek są przekonani, że robią coś świetnie, dla tych nie ma usprawiedliwienia.
„Pasja nie powinna zastępować jakości wykonania” – zasadniczo zgoda, ale zależy jak wysoko ustawimy kryteria jakości wykonania. Bo przecież ruch amatorski na tym chyba polega, że jest pasja, ale nie będzie, nie musi być, profesjonalnej jakości wykonania. W amatorskim ruchu teatralnym, muzycznym, literackim, może też recenzenckim?
Ale pewnie też w przypadku blogów dotykamy, nie tak nowego, problemu grafomanii.
Agata
Kiedy zaczynałam blogować nikt nie słyszał o współpracy, a środowisko blogerskie (przynajmniej to książkowe) było dosyć wąskie i 'wszyscy się znali” (pierwszego b. załozyłam w 2006r.). Współprace to ostatnie kilka lat. Niektóre blogi są zakładane pod nie. Ale część działa nie z chęci zysku, a dla przyjemności.
Na blogaski nastolatek nie wchodzę, bo mnie również nie interesują, ale podobnie jak Ty, po rpostu korzystam z czerwonego krzyżyka i zamykam strony, które mnie nie interesują.
Profesjonalnym recenzentem nie jestem i nigdy nie będe, ale lubię czytać, i chcę się dzielić moimi spostrzeżeniami, czy „odkopanymi” książkami.
Sławomir Czarnecki
„Profesjonalnym recenzentem nie jestem i nigdy nie będę, ale lubię czytać, i chcę się dzielić moimi spostrzeżeniami, czy „odkopanymi” książkami.”
I tego właśnie trzeba bronić, a recenzenci profesjonalni nie powinni deprecjonować takich blogów, czy wrzucać ich do jednego worka z blogami nastolatek itp.
Co do blogów zakładanych tylko po to, żeby dostawać książki do recenzji. Nieuczciwe, ale i tak fascynuje mnie to, że komuś chce się zakładać bloga, pisać (nawet jeśli niechlujnie) tylko po to, żeby dostać książkę do przeczytania. Przecież nie mówimy tu o testowaniu najnowszego Mercedesa, czy dostawaniu drogich ciuchów i kosmetyków.
Danuta Awolusi
Kłótnie na temat jakości blogów istnieją, odkąd pamiętam. Zakładałam Książko Zbójeckie w 2011 i już wtedy „się działo”. Teraz mam to w nosie, ale trzeba było lat, żeby do tego dojrzeć/
Sławomir Czarnecki
No tak, trudno sobie radzić z internetowymi kłótniami (właśnie kłótniami, a nie dyskusjami), ale z czasem można nabrać dystansu.