Zapomnieliśmy o publiczności

“Już szereg rzeczy przerobiliśmy, zmieniła się estetyka polskiego teatru, gra aktorska, jest nowy sposób pisania dla sceny, ale ciągle nie umiemy do tego przekonać publiczności. A dokładnie mówiąc, zniechęciliśmy już w dużym stopniu publiczność tradycyjną, a współczesnej publiczności zbudować sobie na razie nie zdołaliśmy.” – mówi w roku 2014 Maciej Nowak.

A ja pamiętam pisany z werwą i nadzieją manifest z roku 2004. “Nowy teatr przestał być azylem dla grupy mądrali i kulturalnych ciotek przekonanych o swojej wyjątkowości. Nie chcemy ich widzieć w naszym teatrze. (…) Nowy teatr nie ma z tą publicznością wspólnych tematów. Dużo bardziej interesuje się tymi, których spotyka się w klubach, kinie, dziewczynami i chłopakami z klubów motocyklowych, młodymi intelektualistami, robotnikami-fachowcami, bywalcami koncertów, bezrobotnymi i tymi szukającymi swego miejsca w świecie. Tej publiczności nie interesuje teatr będący konwencjonalnym, kulturalnym gestem. By ją zaciekawić, niezbędne są wyraziste poglądy, orientacja w świecie, odwaga formułowania diagnoz.”

Nie udało się. Dziesięć lat później czytamy: “wydaje mi się, że w tym całym nurcie nowego teatru, teatru artystycznego, czy jak to tam jeszcze można nazwać, zapomnieliśmy o publiczności.”

Mocne słowa. Widz teatralny mógłby zapytać, czy to znaczy, że przez te wszystkie lata nikt się mną specjalnie nie przejmował? Były ważniejsze sprawy?

Nie wnikajmy, lepiej uznać ten wywiad za punkt wyjścia do realnego uznania roli komunikacji w kulturze i docenienia osób, które się tym zajmują.  Dobrze się stało, że problem został wydobyty na światło dzienne. Publiczność ma znaczenie i trzeba nad jej obecnością w teatrze popracować. “Nie wkładaliśmy dotąd dostatecznie dużo wysiłku w komunikację z publicznością.”

Jeszcze lepiej, że w ślad za diagnozą idzie postulat szukania rozwiązań. “Trzeba (…) pomyśleć, jak skomunikować się z publicznością, by pobyt w teatrze był dla niej czymś atrakcyjnym.”, “szukajmy sposobu, żeby się jakoś z tą publicznością komunikować, żeby publiczność nie miała poczucia, że jest odtrącana, że mówi się w chińskim języku, omawia się problemy, które często może wydają się wydumane.”

Padają nawet konkrety: “Brak jest tam natomiast pewnych kompetencji społecznych, na przykład ci ludzie boją się pójść do teatru w pojedynkę, wolą przychodzić grupowo. To jest też do przemyślenia – bo sam walczyłem z organizacją widowni, że to są jakieś fanaberie komunistyczne i to trzeba zmienić. Tymczasem badania pokazały, że jest ogromna rzesza ludzi, którzy mają takie potrzeby, żeby przychodzić, ale we wspólnocie, choćby pracowników.” (Przy okazji, mała rzecz a cieszy, czyli powołanie się na badania, chyba o te chodziło).

Są też zagrożenia. Bo Maciej Nowak zastrzega: “chodziło nam o to, że najważniejszy jest artysta, kreator, jego koncepcja. Nadal musi być najważniejszy, ale nie wkładaliśmy dotąd dostatecznie dużo wysiłku w komunikację z publicznością.” Co możne przerodzić się, dla osób zajmujących się komunikacją, w koszmar, w którym sakralny status artysty pozostaje nienaruszony, a Ty – człowieku od promocji – dostajesz coś, na co nadal nie masz wpływu, ale masz to sprzedać, bo my się sprzedawaniem brzydzimy. Jest problem z publicznością, więc staraj się bardziej.

Czy ten koszmar może być jeszcze gorszy? Może, bo cel jest ambitny (dobrze), ale niepokojąco nieprecyzyjny. Pojawia się nowa wizja, w kontekście rozmowy o teatrze środka: “Przede wszystkim byłby to teatr, który przyciąga duże grupy ludzi i staje się miejscem spotkania dużych grup na dużych scenach. Duże formy inscenizacyjne. Teatr, który nie będzie niszowy, będzie uniwersalny.”

“(…) do tej pory nikt, żaden teatr nie rozwiązał problemu dużej widowni, żeby przez 6 dni w tygodniu jak Pan Bóg przykazał grać w teatrze, żeby przez 6 dni w tygodniu sala była pełna.” Zanim zaczniemy wypruwać sobie żyły, żeby zapełnić w 100% widownię na 600 miejsc przez 6 dni w tygodniu grając trudne spektakle, zastanówmy się, czy to jest realny cel. Jak już będziemy to wiedzieć, trzeba ustalić, w jakim czasie możemy cel osiągnąć. W ciągu dwóch lat, pięciu, dziesięciu? Uczmy się cierpliwości od biznesu, Amazon.com powstał w 1995 roku, pierwsze zyski przyniósł, zgodnie z planem, w 2001 roku.*

Teraz z wielką przyjemnością poznałbym opinie szefów marketingu teatrów. Ale nie będę mógł śledzić takiej dyskusji, bo nie ma dla niej miejsca. Nie ma takich działów na portalach teatralnych. Co ważniejsze, nie ma zwyczaju, wedle którego ludzie od komunikacji zabierają głos i dyskutują o kulturze. Nie ma też prawdopodobnie poczucia, że “jesteśmy jedną branżą – ludzi zajmujących się komunikacją w kulturze”. (Ale to temat na osobny wpis, a może i kilka akapitów w “Nowej widowni”).

Na razie potraktujmy szczere i smutne tezy Macieja Nowaka jako znak. Nadchodzi czas komunikacji w kulturze. Publiczności, już o Tobie nie zapomnimy.

* Michał Smoleń, Nowy wspaniały rynek, Res Publica 3/2014

Na marginesie. Zatoczyłem koło i tym wpisem wracam do źródeł Widowni. Jeśli macie czas i ochotę zajrzyjcie do dwóch tekstów z 2008 roku, Maciej Nowak – klasyk i Widz idealny. I dla uzupełnienia wątku publiczności teatralnej, rzućcie okiem na wpis sprzed kilku miesięcy, Dobre rady cioci widowni.

autor: djbarthez licencja: CC-BY-ND 3.0, źródło: deviantART