Robiłem zdjęcia w muzeach
Robiłem zdjęcia w muzeach. Na pamiątkę, jako notatki, a czasem bez żadnego powodu. To dobrze czy źle? Wyrazić skruchę czy uznać, że nie było w tym nic niestosownego?
Do takich wyznań i dylematów skłoniła mnie lektura dyskusji o zakazie fotografowania w muzeach, która toczy się na Historia i Media, Co nas uwiera i Kultura 2.0.
Zachęcam do prześledzenia całej dyskusji (spis linków znajdziecie na dole notki). Zaczęło się od wątpliwości autora Historia i Media, który pisze między innymi: “Fotografowanie w muzeum nie wydaje mi się specjalnie odpowiednim zajęciem: może przeszkadzać innym zwiedzającym albo stanowić zagrożenie dla prezentowanych zbiorów. Jednak przede wszystkim to sytuacja, w której uwaga fotografującego w tłumie innych zwiedzających skupia się na samej czynności robienia zdjęcia, zamiast na intelektualnej czy estetycznej recepcji dostępnego w ramach ekspozycji obiektu.” Potem pojawiła się polemika na Co nas uwiera i to z odwołaniami do “Fajdrosa”. Równolegle sprawę skomentował Alek Tarkowski. Na to wszystko odpowiedział Marcin Wilkowski, także przywołując Platona. Na marginesie, jak przyjemnie się czyta współczesne dyskusje z sensownymi nawiązaniami do klasycznych tekstów filozoficznych.
Wracając do muzeów i fotografowania, jeden z wątków jest dla mnie wyjątkowo pociągający. Artykuł “Zakaz fotografowania w muzeach nie musi być zły” kończy się stwierdzeniem: “konserwatywny model korzystania z muzeum może być wciąż atrakcyjny.”
W rzeczy samej i to nie tylko korzystania z muzeów. Zastanawiałem się kiedyś nad tym, czy warto w każdej sytuacji zacierać granice między twórcą a odbiorcą, odchodzić od tradycyjnych modeli uczestnictwa w kulturze (o czym przeczytacie we wpisie „Uwaga: nadlatują meteoryty!”).
Konserwatywny model korzystania ze sztuki może być wciąż atrakcyjny. Co nie znaczy, że ma być na powrót jedynym pozytywnie wartościowanym, dominującym modelem (choć i tak mógłby ktoś stwierdzić). Ja wolałbym powiedzieć, że powinien być równouprawnionym modelem uczestnictwa w kulturze (a znaleźliby się pewnie przeciwnicy takiego stanowiska).
Tylko czy naprawdę słowo “konserwatywny” pasuje tu najlepiej? To spór “starego” z “nowym”? Czy sprawa dotyczy tylko tradycyjnych instytucji? Nie. Poczytajcie o berlińskim klubie Berghain: “Ta świątynia muzyki techno imponuje nie tylko swoją surowością i ascetycznym wnętrzem. Najbardziej doceniłem w niej co innego – całkowity zakaz robienia zdjęć. Na początku pomyślimy, że to zuchwałe ograniczanie swobód. Jednak ta prosta zasada przynosi świetny skutek. Aparaty fotograficzne zostawia się w szatni, nikt nie sięga po komórkę w celu uwiecznienia występów. Ten niepisany zwyczaj sprawił, że muzyka stała się prawdziwie duchowym przeżyciem, wycieczką w głąb siebie.” – pisze na blogu Gdynia Kulturalna Mateusz Mondalski, który rozważa w swoim tekście, czy korzystanie z mediów społecznościowych w czasie wydarzeń kulturalnych nie zubaża naszego ich doświadczania.
To nie jest dyskusja tylko o muzeach i postawach wobec dziedzictwa. To także rozmowa o tym, czy warto fotografować i nagrywać w czasie koncertów, festiwali (a gdy piszę te słowa do internetu trafia masa kiepskich zdjęć i filmów z Open’era). Nie uprawiamy tutaj konserwatywnego biadania nad upadkiem obyczajów. Być może zajmujemy się czymś awangardowym. Może analog is hot.
—
Dyskusja o zakazie fotografowania w muzeach:
historiaimedia.org/2013/06/21/zakaz-fotografowania-w-muzeach-nie-musi-byc-zly/
kultura20.blog.polityka.pl/2013/06/28/aparat-w-muzeum-to-nie-lomiarz-w-warszawie/
historiaimedia.org/2013/07/01/dostep-to-jeszcze-nie-wiedza-znow-o-fotografowaniu-w-muzeach/
—
Zdjęcie które zrobiłem w Muzeum Archidiecezjalnym w Gnieźnie. Nie mam pojęcia dlaczego.

karina
Gdyby było tak, że w sieci możemy dokładnie obejrzeć każdy eksponat (albo prawie każdy) to oglądanie go w wersji analogowej mogłoby być swego rodzaju snobowaniem się… a jakie wartościowe byłoby wtedy zdjęcie z oryginałem?.. :-)
p.s. ja też robię zdjęcia w muzeach… z ukrycia ;-)
Sławomir Czarnecki Autor posta
Co potwierdza, że nie robimy zdjęć w muzeach, żeby mieć reprodukcje dzieł.
Anonim
no tak. wychodzi na to, że robimy to po to, żeby się „pochwalić” że byliśmy i mieć dowód hehe :-)
Sławomir Czarnecki Autor posta
Na to wychodzi:)