God Save The Queen

W poprzednim wpisie naszkicowałem tło, zatem przejdę od razu do rzeczy.

Jeżeli kultura wysoka jest jedną z nisz kulturowych to nie należą jej się żadne przywileje. Dlaczego w takim razie nadal istnieją filharmonie, teatry i opery? Z jakiego powodu szczególnie dbamy o zaspokojenie potrzeb jednej z nisz?

Sytuacja przypomina utrzymanie monarchii w niektórych państwach. Z sentymentu, ale bez realnej władzy. Tylko czy nostalgia jest wystarczającą racją wspierania kultury wysokiej?

Mam wrażenie, że analizy badaczy i postulaty aktywistów nie przebiły się jeszcze do naszej świadomości lub są z niej wypierane. Nie jest łatwo uznać, że wedle nowego opisu Proces Kafki stawiamy na półce nie tylko obok komiksu (na przykład serii Rork Andreasa), ale również w sąsiedztwie Weronika postanawia umrzeć Paulo Coelho i Zdrada Bourne’a Erica Van Lustbadera (książki, jak donosi Wikipedia, napisanej „w trakcie seansu spirytystycznego, podczas którego rzekomo wywołano ducha Roberta Ludluma”).

Skoro odrzuciliśmy hierarchię, to „społeczność miłośników muzyki klasycznej” jest jedną z wielu społeczności, ani lepszą ani gorszą od społeczności miłośników mangi i anime, tanga argentyńskiego, czy country.

Przeczytajmy w tym kontekście fragment tekstu Jacka Nowińskiego Działalność i wizerunek instytucji kultury w miastach:”W jeszcze innym mieście filharmonia po prostu w miarę regularnie organizuje koncerty muzyki symfonicznej. Stara się zapraszać ludzi na niebiletowane imprezy „lżejszej” muzyki, na przykład filmowej, czy niebiletowane imprezy do amfiteatru. Ma przygotowane koncerty dla dzieci, cieszą się one zainteresowaniem, lecz z braku funduszy odbywają się sporadycznie. Badana placówka ubolewa nad dość mierną frekwencją, nawet znakomite nazwiska twórców muzyki klasycznej nie zapewniają wypełnienia czterystuosobowej sali. Respondent bardzo negatywnie ocenia informacyjną rolę mediów lokalnych, które w niewielkim stopniu i z dużą niechęcią informują o wydarzeniach kulturalnych. Głównym odbiorcą jest publiczność określona mianem elity, w przedziale wiekowym 40-60 lat. To grupa trzystu-czterystu osób, które stale bywają na różnych imprezach kulturalnych kojarzonych z tzw. kulturą wysoką.”

300-400 osób? Z pewnością w mieście znajdziemy wiele równie liczebnych grup skupionych wokół różnych subkultur (rozumianych tak jak to proponuje Barbara Fatyga). Jednak potrzeby tych grup nie są zaspokajane z równym rozmachem i konsekwencją, co potrzeby bywalców „imprez kulturalnych kojarzonych z tzw. kulturą wysoką.”

Co mają powiedzieć na przykład dorośli fani Lego? Z pewnością wspólne budowanie z tych klocków rozwija kreatywność i zacieśnia więzi społeczne. Czy mogą liczyć na wsparcie?

Żarty żartami, sprawa jest poważna. Czy kultura wysoka ma szansę przetrwać jako nisza? Nad tym zastanowię się w następnymi wpisie.

5 comments

  1. Jaro

    Dlaczego w takim razie nadal istnieją filharmonie, teatry i opery? M.in po to, aby absolwenci państwowych uczelni artystycznych mieli gdzie pracować, przynajmniej część z nich. <> to słowa Anny Augustynowicz.

  2. Jaro

    Instytucje zostały powołane w celu zabezpieczenia „warsztatu pracy” twórców, poziomu rozmowy i kształcenia gustu publiczności – o te słowa chodzi

  3. Slawomir Czarnecki Autor posta

    Konsekwencji odmówić nie można. Zaintrygowało mnie do tego stopnia, że kupiłem ZNAK po bardzo długiej przerwie, żeby przeczytać całą wypowiedź:)