Do czego są potrzebne społeczeństwu kultura i sztuka? Podobnie jak w świecie mody, w debacie publicznej na ten temat co pewien czas zmieniają się trendy. Był czas, gdy kultura i sztuka miały przede wszystkim promować kraj/region/miasto. Potem nastąpiła gwałtowna i krótka (jak to w modzie) tendencja do wiązania kultury i sztuki głównie z tworzeniem klimatu dla kreatywności, co miało bezpośrednio oddziaływać na rozwój gospodarki. W tamtym sezonie nosiło się Floridę. Obecnie coraz częściej, o ile już nie jest to dominujący trend, mówi się o tym, że kultura i sztuka służą budowaniu kapitału społecznego.
Na przykład w projekcie Strategii Rozwoju Kapitału Społecznego (prace na którą nieprzypadkowo koordynuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego) czytamy: „zwiększenie dostępu do kultury i usług kulturalnych będzie miało istotne znaczenie dla rozwoju kapitału społecznego, osiągania spójności społecznej i ekonomicznej, oraz będzie sprzyjało włączeniu społecznemu.” (s. 13)
Wszystko się zgadza, kultura i sztuka temu właśnie służą. Dzięki nim ludzie spotykają się, rozmawiają, poznają lepiej, wzmacniają relacje, bardziej sobie ufają.
Jednak w czasie Euro 2012 zacząłem zastanawiać się nad tym, co by się stało gdybyśmy dysponowali Superczułym Narzędziem do Pomiaru Kapitału Społecznego? Gdybyśmy mogli mierzyć poziom relacjogenności danego wydarzenia? Sprawdzić dokładnie ile wystąpi pożądanych przez nas interakcji społecznych? Wyliczyć stopień trwałości nawiązanych relacji?
Gdyby dominującą funkcją kultury i sztuki było budowanie kapitału społecznego, a kryterium oceny wydarzeń ich relacjogenność to wedle wskazań naszego narzędzia osiedlowy festyn miałby wyższy „poziom KS” niż, nawet odbywający się w plenerze, koncert kwartetu smyczkowego. Gdybyśmy mogli wytworzyć tyle samo relacji zapraszając na koncert zagraniczną gwiazdę lub organizując cykl warsztatów rękodzieła to po co płacić gwieździe?
Dlaczego te, obrazoburcze szczególnie dla świata sztuki, myśli przyszły mi do głowy akurat podczas Euro? Ponieważ, czego się zupełnie nie spodziewałem, było to wydarzenie, które moim zdaniem autentycznie budowało kapitał społeczny. Nie afirmuję tym samym działań firmy UEFA czy polityki rządu związanej z przygotowaniami do Euro. Wychodzę raczej z założenia, że pozytywne zjawiska mogą wystąpić niezależnie od intencji organizatorów (tak jak festiwal w Jarocinie stał się niekoniecznie tym, czym miał być w zamyśle ówczesnych władz).
Zaskoczyło mnie to, że wydarzenie sportowe (i to z kategorii przemysłów sportu) na poziomie ulicy, osiedla tworzyło rzeczywistą, choć tymczasową, wspólnotę. Silne poczucie wspólnoty było krótkotrwałe, ale efekty mogą być długofalowe. Mam zresztą nadzieję, że przewidziano poświęcone temu badania. Jestem przekonany, że na przykład dla dzieci i wczesnej młodzieży mogło to być przeżycie pokoleniowe, w którym ci którzy nie mieli dotychczas możliwości podróżowania po Europie po raz pierwszy mogli poczuć się częścią wspólnoty europejczyków. Być może chociaż w małym stopniu udało się przeszczepić nowe modele świętowania, zabawy ulicznej. Oby udało się, chociaż trochę, zmienić styl kibicowania. Niewykluczone, że Euro zapoczątkowało, czy też wzmocniło, przemiany w sposobie przeżywania i manifestowania patriotyzmu.
Nie wchodząc w dalsze rozważania o Euro, chyba to dobrze dla kultury, że póki co nie mamy narzędzia do pomiaru kapitału społecznego.
Jednak eksperyment myślowy z „Superczułym Narzędziem do Pomiaru Kapitału Społecznego” nie ma prowadzić do smutnego wniosku: nie zajmujmy się kulturą i sztuką, lepiej stawiać na sport. Ten eksperyment nie sprawi, że zamiast chodzić do teatru zacznę grać w piłkę nożną.
Cel jest inny. Narzędzie służy pokazaniu, że trzeba ostrożnie obchodzić się z jednoczynnikowymi wyjaśnieniami roli kultury i sztuki w społeczeństwie, szczególnie gdy stosujemy je do uzasadnienia publicznego finansowania kultury oraz wyznaczania celów polityki kulturalnej. Zawsze bowiem może znaleźć się dziedzina, która lepiej będzie budowała kapitał społeczny, promowała miasto, przyciągała inwestorów i tak dalej.
A może są takie funkcje kultury i sztuki, które są specyficzne tylko dla nich? Może trzeba zacząć wyraźnie odróżniać ich funkcje (mierzyłem się z tym pytaniem tutaj)? Czy nie jest tak, że z publicznej debaty zniknęły, przyćmione między innymi przez dyskusje o kapitale społecznym, istotne wątki dotyczące roli kultury i sztuki?
Na ostatnie pytanie znam odpowiedź i pewnie za kilka wpisów wrócę do tego tematu. W świetle tej odpowiedzi nie trzeba się obawiać wynalezienia Superczułego Narzędzia do Pomiaru Kapitału Społecznego.
Superczułe Narzędzie do Pomiaru Kapitału Społecznego
Do czego są potrzebne społeczeństwu kultura i sztuka? Podobnie jak w świecie mody, w debacie publicznej na ten temat co pewien czas zmieniają się trendy. Był czas, gdy kultura i sztuka miały przede wszystkim promować kraj/region/miasto. Potem nastąpiła gwałtowna i krótka (jak to w modzie) tendencja do wiązania kultury i sztuki głównie z tworzeniem klimatu dla kreatywności, co miało bezpośrednio oddziaływać na rozwój gospodarki. W tamtym sezonie nosiło się Floridę. Obecnie coraz częściej, o ile już nie jest to dominujący trend, mówi się o tym, że kultura i sztuka służą budowaniu kapitału społecznego.
Na przykład w projekcie Strategii Rozwoju Kapitału Społecznego (prace na którą nieprzypadkowo koordynuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego) czytamy: „zwiększenie dostępu do kultury i usług kulturalnych będzie miało istotne znaczenie dla rozwoju kapitału społecznego, osiągania spójności społecznej i ekonomicznej, oraz będzie sprzyjało włączeniu społecznemu.” (s. 13)
Wszystko się zgadza, kultura i sztuka temu właśnie służą. Dzięki nim ludzie spotykają się, rozmawiają, poznają lepiej, wzmacniają relacje, bardziej sobie ufają.
Jednak w czasie Euro 2012 zacząłem zastanawiać się nad tym, co by się stało gdybyśmy dysponowali Superczułym Narzędziem do Pomiaru Kapitału Społecznego? Gdybyśmy mogli mierzyć poziom relacjogenności danego wydarzenia? Sprawdzić dokładnie ile wystąpi pożądanych przez nas interakcji społecznych? Wyliczyć stopień trwałości nawiązanych relacji?
Gdyby dominującą funkcją kultury i sztuki było budowanie kapitału społecznego, a kryterium oceny wydarzeń ich relacjogenność to wedle wskazań naszego narzędzia osiedlowy festyn miałby wyższy „poziom KS” niż, nawet odbywający się w plenerze, koncert kwartetu smyczkowego. Gdybyśmy mogli wytworzyć tyle samo relacji zapraszając na koncert zagraniczną gwiazdę lub organizując cykl warsztatów rękodzieła to po co płacić gwieździe?
Dlaczego te, obrazoburcze szczególnie dla świata sztuki, myśli przyszły mi do głowy akurat podczas Euro? Ponieważ, czego się zupełnie nie spodziewałem, było to wydarzenie, które moim zdaniem autentycznie budowało kapitał społeczny. Nie afirmuję tym samym działań firmy UEFA czy polityki rządu związanej z przygotowaniami do Euro. Wychodzę raczej z założenia, że pozytywne zjawiska mogą wystąpić niezależnie od intencji organizatorów (tak jak festiwal w Jarocinie stał się niekoniecznie tym, czym miał być w zamyśle ówczesnych władz).
Zaskoczyło mnie to, że wydarzenie sportowe (i to z kategorii przemysłów sportu) na poziomie ulicy, osiedla tworzyło rzeczywistą, choć tymczasową, wspólnotę. Silne poczucie wspólnoty było krótkotrwałe, ale efekty mogą być długofalowe. Mam zresztą nadzieję, że przewidziano poświęcone temu badania. Jestem przekonany, że na przykład dla dzieci i wczesnej młodzieży mogło to być przeżycie pokoleniowe, w którym ci którzy nie mieli dotychczas możliwości podróżowania po Europie po raz pierwszy mogli poczuć się częścią wspólnoty europejczyków. Być może chociaż w małym stopniu udało się przeszczepić nowe modele świętowania, zabawy ulicznej. Oby udało się, chociaż trochę, zmienić styl kibicowania. Niewykluczone, że Euro zapoczątkowało, czy też wzmocniło, przemiany w sposobie przeżywania i manifestowania patriotyzmu.
Nie wchodząc w dalsze rozważania o Euro, chyba to dobrze dla kultury, że póki co nie mamy narzędzia do pomiaru kapitału społecznego.
Jednak eksperyment myślowy z „Superczułym Narzędziem do Pomiaru Kapitału Społecznego” nie ma prowadzić do smutnego wniosku: nie zajmujmy się kulturą i sztuką, lepiej stawiać na sport. Ten eksperyment nie sprawi, że zamiast chodzić do teatru zacznę grać w piłkę nożną.
Cel jest inny. Narzędzie służy pokazaniu, że trzeba ostrożnie obchodzić się z jednoczynnikowymi wyjaśnieniami roli kultury i sztuki w społeczeństwie, szczególnie gdy stosujemy je do uzasadnienia publicznego finansowania kultury oraz wyznaczania celów polityki kulturalnej. Zawsze bowiem może znaleźć się dziedzina, która lepiej będzie budowała kapitał społeczny, promowała miasto, przyciągała inwestorów i tak dalej.
A może są takie funkcje kultury i sztuki, które są specyficzne tylko dla nich? Może trzeba zacząć wyraźnie odróżniać ich funkcje (mierzyłem się z tym pytaniem tutaj)? Czy nie jest tak, że z publicznej debaty zniknęły, przyćmione między innymi przez dyskusje o kapitale społecznym, istotne wątki dotyczące roli kultury i sztuki?
Na ostatnie pytanie znam odpowiedź i pewnie za kilka wpisów wrócę do tego tematu. W świetle tej odpowiedzi nie trzeba się obawiać wynalezienia Superczułego Narzędzia do Pomiaru Kapitału Społecznego.